Mapy Marzeń

Wierz w siebie i żyj swoimi marzeniami. Rób to co Cię uszczęśliwia

  • Notatki z drogi: niektóre miejsca uczą odpuszczania

    Niektóre miejsca nie pozwalają się prowadzić. Nie reagują na plan. Nie przyspieszają, gdy się spieszysz. Nie naginają się do oczekiwań.

    Na początku to frustruje. Chcesz więcej zobaczyć, zdążyć, ułożyć dzień tak, żeby nic się nie zmarnowało.

    A potem przychodzi zmęczenie i wraz z nim myśl, że może nie wszystko trzeba trzymać w ryzach.

    Są miejsca, które uczą odpuszczania bez słów. Przez upał, który każe zwolnić. Przez ciszę, której nie da się zagadać. Przez rytm dnia, który nie pyta o zgodę.

    Kiedy przestajesz walczyć, coś się zmienia. Nie na zewnątrz; w środku. Odpuszczanie nie jest rezygnacją jest zgodą, na tempo, na niedoskonałość na to, że nie wszystko musi być dokładnie takie, jak sobie wyobraziłaś.

    W podróży – tak jak w życiu – najwięcej ulgi przynosi moment, w którym przestajesz poprawiać rzeczywistość i pozwalasz jej po prostu być.

    Niektóre miejsca uczą odpuszczania, a potem zostają w nas na długo, lżejsze, spokojniejsze, prawdziwe.

  • Notatki z drogi: samotność nie zawsze boli

    Przez długi czas myślałam, że samotność to coś, czego trzeba unikać, że jest pustką, brakiem, ciszą, którą należy czymś wypełnić.

    Dopiero w drodze zrozumiałam, że samotność ma wiele twarzy i nie wszystkie są bolesne.

    Bywa taka samotność, która nie ciąży, nie uwiera, nie domaga się uwagi. Jest jak przestrzeń, w której wreszcie możesz oddychać pełniej.

    W podróży często byłam sama. Bez rozmów, bez planów, bez potrzeby dzielenia chwili na pół. Ku własnemu zaskoczeniu odkryłam, że w tej samotności nie ma smutku.

    Jest uważność, jest słuchanie siebie., jest tempo, które nie musi nikomu pasować poza mną.

    Samotność boli wtedy, gdy jest niechciana. Gdy jest poczuciem bycia pominiętą. Gdy wynika z braku, a nie z wyboru.

    Ta, którą spotyka się w drodze, bywa inna, cicha, łagodna. Bez potrzeby tłumaczenia się komukolwiek.

    Nie każda samotność jest czymś, co trzeba zagłuszyć. Niektóre są zaproszeniem do siebie, do spokoju, do bycia wystarczającą – dokładnie taką, jaka jesteś.

  • Notatki z drogi: nie wszystkie drogi prowadzą do celu

    Uczono nas, że droga ma sens tylko wtedy, gdy dokądś prowadzi, że musi być plan. Punkt na mapie. Moment dotarcia.

    A potem przychodzi podróż – i uczy czegoś zupełnie innego. Są drogi, które się urywają. Są skręty, które okazują się pomyłką. Są dni, w których idziesz długo i nie potrafisz powiedzieć, po co.

    Kiedyś mnie to frustrowało. Zmiana planów. Opóźnienia. Zgubione trasy. Miałam wrażenie, że coś tracę. Że jestem nie tam, gdzie powinnam.

    Z czasem zrozumiałam, że nie każda droga ma prowadzić do celu. Niektóre mają prowadzić przez coś. Przez zmęczenie. Przez wątpliwości. Przez ciszę, której wcześniej unikałaś.

    Drogi bez celu uczą uważności. Zatrzymują. Zmuszają do spojrzenia nie przed siebie, ale w głąb.

    W podróży – tak jak w życiu – najtrudniejsze bywa bycie „pomiędzy”. Już nie tam, gdzie było się wcześniej. Jeszcze nie tam, dokąd miało się dojść.

    Ale właśnie w tym miejscu dzieje się najwięcej. Bez fajerwerków. Bez zdjęć na pamiątkę. Za to z prawdą.

    Nie wszystkie drogi prowadzą do celu. Niektóre prowadzą do zrozumienia, że nie wszystko musi się kończyć, żeby miało sens.

  • Notatki z drogi: czas też jest kierunkiem

    Na początku roku wszyscy pytają o plany. Dokąd. Kiedy. Jak daleko.

    A ja coraz częściej myślę, że najważniejszym kierunkiem, jaki możemy obrać, jest czas. Nie miejsce Nie punkt na mapie. Tylko tempo.

    Podróże nauczyły mnie, że pośpiech potrafi odebrać sens nawet najpiękniejszym miejscom. Można zobaczyć wszystko – i niczego nie poczuć. Można być daleko – i wciąż gdzieś nieobecnym.

    Najlepsze chwile w drodze rzadko są zaplanowane. To poranki, które zaczynają się bez budzika. Kawa pita wolniej niż zwykle. Spacer, który nie prowadzi do atrakcji, tylko do myśli.

    Z czasem przestałam traktować podróż jak listę do odhaczenia. Zaczęłam traktować ją jak przestrzeń. Na oddech. Na milczenie. Na bycie wystarczającą dokładnie tam, gdzie jestem.

    Czas w podróży płynie inaczej. Nie dlatego, że mamy go więcej. Tylko dlatego, że wreszcie przestajemy go gonić. Nowy rok nie musi zaczynać się od wielkich postanowień. Może zacząć się od decyzji, żeby zwolnić. Żeby nie wszędzie być na czas. Żeby czasem wybrać drogę, która niczego nie przyspiesza.

    Bo czas też jest kierunkiem. I bardzo często prowadzi dokładnie tam, gdzie trzeba.

  • Drodzy Czytelnicy, Podróżnicy i Marzyciele,

    w ten wyjątkowy czas przejścia – między tym, co było, a tym, co dopiero przed nami – dziękuję Wam, że jesteście tu, że czytacie, czujecie i podróżujecie razem ze mną.

    Niech Nowy Rok będzie dla Was mapą pełną nieoczywistych dróg, odwagą do skręcania tam, gdzie woła serce, i spokojem, który pozwala cieszyć się każdą chwilą – nawet tą pomiędzy podróżami.

    Życzę Wam miejsc, które zapierają dech, ludzi, którzy zostają w sercu, i historii, które będziecie wspominać z uśmiechem. Niech każda podróż – ta daleka i ta całkiem bliska – prowadzi Was bliżej siebie.

    Do zobaczenia w Nowym Roku.

    W drodze. Z ciekawością. Z wdzięcznością 

  • Notatki z drogi: nie każda podróż jest ucieczką

    Nie każda podróż zaczyna się od potrzeby zmiany. Czasem zaczyna się od potrzeby ciszy.

    Od momentu, w którym przestajesz zadawać sobie pytanie „dokąd”, a zaczynasz pytać „dlaczego„.

    Dlaczego chcę wyjechać. Dlaczego właśnie teraz. Dlaczego wciąż wierzę, że droga coś mi pokaże.

    Przez długi czas myślałam, że podróżowanie to ucieczka. Od codzienności. Od schematów. Od siebie sprzed wczoraj. A potem zrozumiałam, że najważniejsze podróże nie prowadzą nigdzie dalej – tylko bliżej.

    Bywają wyjazdy, podczas których nie dzieje się nic spektakularnego. Nie ma listy atrakcji. Nie ma zdjęć, które zbierają lajki. Jest za to poranek, który nie goni. Spacer bez celu. Myśl, która wreszcie ma czas, żeby wybrzmieć.

    Podróż przestaje być ucieczką wtedy, gdy nie próbujesz zostawić czegoś za sobą. Gdy nie chcesz zapomnieć. Gdy nie liczysz na to, że inne miejsce naprawi to, co niewygodne. Wtedy droga staje się spotkaniem. Z tempem. Z ciszą. Z prawdą, którą łatwiej usłyszeć daleko od hałasu.

    Nie każda podróż zmienia życie. Ale każda może przypomnieć, że nie wszystko trzeba zmieniać, żeby poczuć ulgę.

    Czasem wystarczy wyjechać, żeby wrócić. Nie do domu. Do siebie.

  • Singapur nocą – moje pierwsze spotkanie z Azją

    Są miejsca, które nie witają hałasem. One zapalają światła.

    Pierwszy raz w Azji wydarzył się po zmroku. Nie było chaosu, nie było krzyków, nie było strachu. Było ciepłe, wilgotne powietrze, miękkie światło latarni i uczucie, że jestem bardzo daleko od domu, a jednak zaskakująco bezpiecznie.

    Singapur nocą nie przytłacza. On prowadzi. To miasto nie rzuca się na szyję, raczej mówi szeptem: chodź, pokażę Ci Azję po swojemu.

    Pierwszy krok w Azję – bez szoku, bez pośpiechu.

    Zawsze myślałam, że Azja mnie przytłoczy. Że będzie głośno, za intensywnie, za bardzo. Tymczasem Singapur okazał się idealnym pierwszym krokiem: uporządkowanym, spokojnym, niemal kojącym.

    Nocne spacery wśród futurystycznych wieżowców, czyste ulice, ludzie żyjący obok siebie w zadziwiającej harmonii. Tu nowoczesność nie walczy z tradycją. One po prostu istnieją razem.

    Miasto świateł, które nie krzyczy

    Singapur nocą świeci jak marzenie. Marina Bay Sands odbija się w wodzie, Garden by the Bay wygląda jak scena z filmu science fiction, a mimo to w środku tego wszystkiego jest … cisza.

    To cisza, w której można: zwolnić, poczuć, pomyśleć. Nie ma tu potrzeby udowadniania czegokolwiek. Jest przestrzeń na bycie tu i teraz.

    Smaki, zapachy i pierwsza ciekawość Azji

    Wieczorem Azja zaczyna pachnieć. Street food, który kusi, choć jeszcze nie wszystko jest znajome. Howker centres tętnią życiem, ale bez chaosu. To moment, w którym ciekawość wygrywa z niepewnością. Singapur uczy, że Azja nie musi być szokiem kulturowym. Może być zaproszeniem.

    Singapur jako początek drogi

    To miasto nie było celem samym w sobie. Było początkiem; delikatnym wejściem w inny świat, który później miał stać się miłością.

    Jeśli ktoś pyta mnie dziś, gdzie zacząć swoją przygodę z Azją , odpowiadam bez wahania: od Singapuru. Najlepiej nocą.

    Jeśli chcesz zobaczyć Singapur głębiej – nie tylko z poziomu spaceru – te wycieczki świetnie uzupełniają pierwsze wrażenia https://www.viator.com/Singapore/d60449-ttd?pid=P00264178&mcid=42383&medium=link&campaign=Singapur

  • Kioto – duchowe serce Japonii

    Kioto przez ponad tysiąc lat było stolicą Japonii. Dziś pozostaje jej duchowym centrum. To miasto świątyń, ceremonii i rytuałów, które trwają nieprzerwanie od wieków.

    Spacerując po Kioto , masz wrażenie, że czas się tu zatrzymał. Nowoczesność istnieje, ale nie dominuje. Jest tłem, a nie głównym bohaterem.

    Świątynie i ogrody zen

    Złoty Pawilon Kinkaku-ji odbijający się w tafli wody, świątynia Fushimi Inari z tysiącami czerwonych bram torii czy spokojna Ryoan-ji z kamiennym ogrodem – każde z tych miejsc zaprasza do zatrzymania się na dłużej.

    To nie są atrakcje do „odhaczenia”. To przestrzenia do bycia.

    Gion – dzielnica, która oddycha tradycją.

    Gion to serce dawnego Kioto. Wąskie uliczki, drewniane domy machiya i delikatny dźwięk kroków na drewnianych sandałach.

    Jeśli masz szczęście, zobaczysz gejszę lub maiko – ale nawet jeśli nie, Gion i tak zostanie z Tobą na długo.

    Kioto inaczej – co warto przeżyć

    • ceremonia parzenia herbaty – chwila uważności i ciszy
    • spacer po lesie bambusowym Arashiyama o poranku
    • nocny spacer po Gion, gdy miasto cichnie
    • udział w lokalnym matsuri (święcie)
    • wizyta w tradycyjnej herbaciarni

    Jeżeli chcesz poznać Kioto głębiej i spokojniej, warto skorzystać z kameralnych wycieczek z lokalnymi przewodnikami. Sprawdź aktualne ceny i dostępne terminy polecanych wycieczek po Kioto https://www.viator.com/Kyoto/d332-ttd?pid=P00264178&mcid=42383&medium=link&campaign=Kioto

  • Podróż zaczyna się od marzenia

    Każda podróż rodzi się cicho. Nie na lotnisku, nie w hotelowym lobby i nie na mapie z pinezkami. Zaczyna się w głowie – od jednego, niepozornego marzenia. Od obrazu, który wraca przed snem. Od zapachu przypraw, którego nigdy jeszcze nie czułaś. Od myśli: a gdyby tak pojechać …

    Marzenia o podróżach są jak listy bez adresu. Nie wiedzą jeszcze dokąd trafią, ale wiedzą jedno – chcą wyruszyć w drogę. Czasem to będzie krótki weekend za miastem, czasem bilet w jedną stronę na drugi koniec świata. Nie liczy się odległość. Liczy się odwaga, by pozwolić temu marzeniu urosnąć.

    Podróż zaczyna się w momencie, gdy przestajesz mówić „kiedyś” , a zaczynasz szeptać „może teraz” . Gdy przeglądasz zdjęcia miejsc, których nie umiesz jeszcze wymówić. Gdy czytasz historie innych i nagle odkrywasz, że one brzmią podejrzanie podobnie do Twojej.

    Nie każda podróż musi być idealna. Nie każda musi być zaplanowana co do minuty. Ale każda, która zaczęła się od marzenia, niesie w sobie coś więcej niż tylko przemieszczanie się z punktu A do punktu B. Niesie zmianę. Nowe spojrzenie. Czasem odpowiedź na pytanie, którego jeszcze nie zadałaś.

    Jeśli więc dziś tylko marzysz – to wystarczy. Jesteś dokładnie w tym miejscu, w którym zaczyna się każda droga.

  • Bangkok – miasto, które wciąga w swój rytm

    Bangkok to miasto, które nie pyta, czy jesteś gotowa. Ono po prostu otwiera swoje ramiona, wciąga Cię w pulsujący rytm.

    Podróż po Bangkoku to spotkanie z miejscem, które potrafi poruszyć serce i rozpalić ciekawość.

    Bangkok jest jak emocjonalna podróż – intensywny, piękny, pełen kontrastów. raz koi, raz przyspiesza tętno.

    To idealne miejsce dla podróżników, którzy chcą doświadczyć różnorodności, spróbować lokalnego street foodu i zanurzyć się w kulturze Tajów.

    Wat Arun – Świątynia Świtu

    Gdy pierwsze promienie słońca odbijają się od porcelanowych zdobień Wat Arun, coś w Tobie również się rozświetla. To jedno z najpiękniejszych miejsc w Bangkoku, które pokazuje, jak głęboko zanurzona w tradycji jest kultura Tajlandii.

    Tętniące życiem targi

    Nocne targi to osobny świat, neony, muzyka, zapachy, pamiątki. Bangkok nocą żyje jeszcze intensywniej, a Khao San Road to idealne miejsce, by poczuć ten rytm na własnej skórze.

    Smaki, które zostają na długo

    Bangkok słynie z jedzenia ulicznego, które urzeka prostotą i aromatem. Pad Thai z woka , tajskie curry, mango sticky rice… Każdy kęs to podróż przez lokalną kulturę.

    Bangkok to nie jest miasto „na chwilę”. To miejsce, do którego wracasz myślami jeszcze długo po powrocie. Intensywne, piękne pełne emocji.

    Aby jeszcze lepiej poznać miasto, warto skorzystać z gotowych wycieczek po Bangkoku https://www.viator.com/Bangkok/d343-ttd?pid=P00264178&mcid=42383&medium=link&campaign=Bangkok